Kruchość życia

Wszystko potoczyło się bardzo szybko: najpierw wykrycie choroby, potem nieudane leczenie, i w końcu to, o czym nikt na początku nie myślał – śmierć. Najgorszy jednak był ten końcowy okres, kiedy to rodzina czekała na tą ostateczną informację. Straszne jest to, w jak szybkim tempie zmienia się ludzkie życie: jednego dnia rozmawia się jeszcze z rodziną, a drugiego już nie ma danej osoby…

Wczoraj byłam na pogrzebie wujka. Przez kilka ostatnich miesięcy męczył się z rakiem. Leczenie, którym był objęty – to tak jakby w ogóle go nie było… Być może to i okrutne, ale bynajmniej teraz się nie męczy…

Styczniowy smutek…

Zbyt wiele smutku w mojej codzienności…

Śmierci i pogrzebów również. W przeciągu sześciu ostatnich miesięcy zmarło trzech moich sąsiadów (ostatni w tym miesiącu), a kilka dni temu chłopiec, który mieszka ode mnie dwa, może trzy domy dalej… Był młody, miał 18 lat… Owszem chorował, i to poważnie: miał wiele zaburzeń rozwojowych, do tego epilepsja i dziesiątki innych chorób. Jeździł na wózku inwalidzkim.
Byłam dzisiaj na pogrzebie… Nie lubię pogrzebów…
Zawsze się rozklejam i płaczę, nawet jeżeli byłaby to obca osoba dla mnie…
Dzisiaj też płakałam…
I to nie tylko ze smutku, że zmarł młody człowiek…
Ale również z powodu śmierci mojego Taty, i nie tylko…
Z powodów prozaicznych w porównaniu ze śmiercią…
Płakałam, …, bo miałam wymówkę, aby płakać..
Gdyby tylko…
Smutno mi…
www.ilubaczow.pl