Przygotowania do ślubu

Idę jak burza, bowiem jeszcze tydzień nie minął od Naszych zaręczyn…

Już wiadomo, że dnia 31.05.2014 złożymy sobie z Osobistym przysięgę małżeńską, w kościele, w którym moi rodzice brali ślub. Przyjęcie weselne odbędzie się w Dworku, w którym bawiliśmy się rok temu, na weselu brata. Zarówno oprawę muzyczną, jak i fotograficzną też już mamy załatwione. Wszyscy są sprawdzeni i poleceni przez najbliższych. To będzie wyjątkowy dzień, dlatego też chcemy, aby każdy szczegół był dopracowany, a osoby, które wybieramy były sprawdzone i rzetelne w swoich kompetencjach.

Wraz z Osobistym jesteśmy pewni tego, że w dniu Naszego ślubu nie chcemy się stresować tym, że DJ, źle poprowadzi zabawę weselną, bądź fotograf zrobi beznadziejne zdjęcia. To ma być Nasz dzień, i Nasze wesele – więc chcemy cieszyć się tym okresem i bawić się razem z Naszymi gośćmi.

Lada moment wyjeżdżam do Uroczyska na dwa miesiące… Wiem, że będzie to trudny okres dla Nas jako związku, ale to już ostatni raz… Trzeba odłożyć trochę pieniędzy przede mną dużo zmian…

A teraz? Po zabukowaniu terminów – śpieszę się cieszyć narzeczeństwem…

A taki widok miałam na kilka sekund zanim się
odwróciłam i ujrzałam Mojego J.

O muzyce (…)

Są piosenki. Są ludzie. I są wspomnienia. Czasami lepsze, czasami gorsze. Gdy w ostatnim czasie aktualizowałam listy muzyczne w komórce, odnalazłam piosenki, o których na pewien sposób zapomniałam, bądź zwyczajnie omijałam podczas słuchania. W ten sposób wróciły pewne wspomnienia, i stare sprawy, o których niekoniecznie chcę w tym momencie myśleć. Ale nic… Prócz piosenek zmuszających do refleksji nie tylko nad własnym życiem, są i takie, które wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Jednak w większości jest tak, że jakaś piosenka kojarzy się z konkretnym etapem w moim życiu, z konkretnymi sprawami/problemami, ludźmi i sytuacjami. I w ten oto sposób pamiętam, że przy tej piosence siedziałam z Olgą przed recepcją w Uroczysku, i paląc, popijałyśmy piwo. Pamiętam noc spędzoną pod gołym niebem przy padokach wraz z daleką kuzynką i pyszną wódeczką. Kurs prawa jazdy i pseudo-szarmanckiego Instruktora. Wszystkie etapy studiowania. Pseudo-związki, zauroczenia, i inne duperele. Pamiętam, którą piosenkę słuchałam, gdy jechaliśmy z J. na Naszego pierwszego wspólnego sylwestra. I chwilę potem, gdy już byliśmy razem. Gdy się kłóciliśmy. Godziliśmy. Spędzaliśmy wspólnie czas.
Takich piosenek jest bardzo dużo. A z każdą z nich wiąże się jakaś historia. Czasami… tak zupełnie abstrahując oczywiście – zastanawiam się nad piosenką do pierwszego tańca na Naszym ślubie. I nie wiem. Po prostu nie wiem. :)
A Wy macie jakieś piosenki, do których lubicie wracać? Czego obecnie słuchacie? Obecnie zasłuchuję się w „Falling Slowly” Once – po prostu cudna.

Miłego weekendu!

P.s. Jest z powrotem wyrównanie do prawej i lewej! :)

Po prostu cudo!

Mam dosłownie pięć minut, więc piszę. Czy kiedykolwiek wspominałam o tym, że interesuję się fotografią i robieniem zdjęć. Pewnie nie, bo nie było ku temu okazji. Dziś – pochłonięta jak co dzień „domową rutyną” wyjrzałam przez okno, a tam? Sami spójrzcie.

Po prostu cudo! Nie czekałam zbyt wiele, i poleciałam po aparat i uwieczniłam ten piękny widok. Kiedyś był taki czas, że nie rozstawałam się na dłużej z aparatem – dziś wyraźnie mi tego brakuje.

I tym miłym akcentem życzę miłego weekendu!
Mój tradycyjnie uczelniany. :)

P.s. Dla takich widoków warto żyć. :)

Przeznaczenie?

Rozmawiając ostatnio z moim J. doszłam do wniosku, że gdyby żadne z nas kilka lat temu nie założyło konta na jednym z portali – nie byłoby ani naszego związku, ani naszej miłości. Niby taka błaha sprawa – kilka kliknięć, parę słów, i tyle.
Jedno jest pewne: nigdy nie zapomnę, gdy z niepewnością sprawdzałam skrzynkę odbiorczą, czy przypadkiem „już” nie odpisał. Jak podczas pier

Rozmawiając ostatnio z moim J. doszłam do wniosku, że gdyby żadne z nas kilka lat temu nie założyło konta na jednym z portali – nie byłoby ani naszego związku, ani naszej miłości. Niby taka błaha sprawa – kilka kliknięć, parę słów, i tyle.

Jedno jest pewne: nigdy nie zapomnę, gdy z niepewnością sprawdzałam skrzynkę odbiorczą, czy przypadkiem „już” nie odpisał. Jak podczas pierwszej nocy na stancji, rozmawiając z obecną bratową logowałam się przez komórkę do internetu i wysłałam do Niego e-mail, a w odpowiedzi dostałam Jego numer telefonu. I wtedy się zaczęło: dziesiątki esemesów dziennie, spontaniczny telefon, aby usłyszeć Jego głos. A potem? Spotkaliśmy się po raz pierwszy, w moim studenckim mieście, po poprawkowym egzaminie z psychologii rozwoju. Od tamtego czasu potrafiliśmy rozmawiać godzinami przez telefon. Pamiętam jak J. opowiadał mi, co widzi z akademickiej kuchni za oknem; jak chodził po akademiku i szukał spokojnego miejsca, aby porozmawiać. Po nie całych dziesięciu miesiącach spędziliśmy wspólnego Sylwestra, i od tamtej pory jesteśmy razem. I co najważniejsze: nie zapomnę nigdy tego uczucia, gdy przytulił mnie po raz pierwszy – wiem jedno, poczułam się wtedy bezpiecznie i chciałam, aby czas stanął w miejscu.

Nie wiem jak wyglądałoby moje życie gdybym kilka lat temu nie założyła tamtego konta, i gdybym nie odpisała na wiadomość mojego J. Gdy myślę o sobie z okresu „przed” to mam wrażenie, jakbym była zupełnie inną osobą, kimś innym. Wiem jedno, aby spotkać na swojej drodze J. musiałam długo szukać; i cieszę się, że w końcu znalazłam, bo dzięki temu jestem szczęśliwa.

Dwa lata temu zakochiwaliśmy się w sobie nawzajem, a dziś? Po cichu myślimy o założeniu rodziny i planujemy Naszą przyszłość. Tak sobie myślę, że to wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, miało się wydarzyć po to, abyśmy mogli się spotkać i być razem.

Zrobimy pierniki ?

Jest jeden mały człowiek na tym świecie (w sumie to już nie taki mały), który regularnie co roku w okolicy świąt Bożego Narodzenia przybiega do mnie i z iskierkami w oczach pyta się kiedy będziemy robić pierniki. I choć rodzice tego dziecka, rzetelnie rok w rok bronią się nogami i rękoma przed robieniem pierników: „bo za dużo pracy”, „bo będzie bałagan”, „bo trzeba posprzątać” – to ze względu właśnie na tego małego człowieka co rok zagniatam ciasto, by potem przy dźwiękach kolęd wycinać pierniki.

I to jest taki nasz czas. Mój i tego małego człowieka. Serce mi rośnie, gdy każdemu mówi, że co roku razem ze mną robi te pierniki. A gdy ostatnio usłyszałam, że te pierniki to już nasza taka tradycja świąteczna, to zaczęłam zastanawiać się nad tym, co będzie, gdy się wyprowadzę, i założę własną rodzinę? Wiem o tym, że choćby miał być koniec świata, mama tej dziewczynki i tak nie zrobi pierników…

- Ciociu, a jak Ty już będziesz stara i nie będziesz w stanie zrobić pierników, to ja je zrobię i przywiozę Tobie i wujkowi J.

I dla takich chwil warto żyć.

Nieodpowiedzialni rodzice

Nic nie irytuje mnie tak, jak głupota innych ludzi. Osób z pozoru dorosłych. Najgorszą rzeczą jednak jest to, że takie osoby miewają dzieci. Po co przedszkolakowi i drugoklasistce komórki na abonament za 50 złotych? Nie wiem, i odpowiedzi zapewne nie uzyskam. Moim skromnym zdaniem, zarówno ten chłopiec, jak i dziewczynka powinny „wystukać” taki rachunek, aby dać rodzicom nauczkę. Chociaż, czy to by ich cokolwiek nauczyło? Wątpię! Ale najlepiej kupić jeszcze tej drugoklasistce laptopa z blueconnetem, czy jeszcze innym bezprzewodowym gównem – by w przeciągu następnych kilku tygodni użalać się nad tym jaka ona jest nieposłuszna, bo nie słucha i pyskuje rodzicom.

Codzienne życie takiej rodziny jest również w opłakanym stanie. Na obiad ciągle serwowane pizze, frytki i parówki – na przemian, dla urozmaicenia diety dzieci. A potem wielkie zdziwienie, że dziecko ląduje w szpitalu z silną anemią. Ale czy chodzi tylko o sposób żywienia dzieci? Oczywiście, że nie. Pomimo tego, że matka tychże dzieci jest nałogową pedantką i lata na odkurzaczu, ze szmatami i innymi wynalazkami do sprzątania przez cały dzień, to nie potrafi zadbać o higienę osobistą swojego potomstwa. Częstotliwość mycia dzieci, pomimo wielu tłumaczeń nadal wynosi dwa razy na siedem dni. Mycie zębów? A po co? Skoro dzieci nie chcą, to po co zmuszać ich do czegokolwiek. Śniadania, kolacje – najlepiej suche płatki, albo z zimnym mlekiem (bo, po co podgrzewać?), a że któreś dziecko przeziębi sobie żołądek? Trochę popłacze, i minie – ot, co. W codzienne przekąski, w których rzekomo powinny być wliczone zarówno warzywa i owoce zastępowane są dużymi paczkami czipsów dla każdego dziecka.

A czas wolny? Który z reguły każdy rodzic stara się spędzić ze swoimi pociechami, wypełniony jest bajkami na Cartoon Network, Play Station – i innym badziewiem, między innymi komputerem w przerwach, gdy rodzice nie siedzą na naszej klasie dodając komentarze do zdjęć znajomych.

Wiem jedno: niektóre małżeństwa nie powinny mieć dzieci. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, bo nie potrafią ich wychować. Przykre jednak jest to, że obecnie jest wiele rodzin, które mają problemy z poczęciem potomstwa z różnych powodów; a takim jak zostali opisani powyżej trafia się gromadka.

I to jest właśnie to: w przypadku opisanym powyżej najbardziej jest mi żal dzieci, bo to one są najbardziej krzywdzone w tym wszystkim. Ale widocznie tak już musi być… Jedni rodzice czytają swoim dzieciom bajki na dobranoc, śpiewają kołysanki – a inni: włączają radio dla świętego spokoju.

Choć sama nie mam jeszcze dzieci, i nie wiem jaką będę matką, to mam pełną świadomość tego, jak nie będę postępować…