Pracowita sobota

Dzisiaj słońce prażyło przez cały dzień, dopiero w godzinach wieczornych chmury pociemniały i była burza. Popadało może przez 15 minut – i koniec. Przez cały dzień podczas koszenia trawy ratowałam się prostym napojem na bazie zielonej herbaty, który idealnie orzeźwia. Swoją drogą to doszłam do wniosku, że nie chcę już mieć dużego trawnika przy swoim przyszłym domku, bo chyba mnie szlag trafi z tym koszeniem. Chociaż… gdyby nie było tych wszystkich kwiatków, krzewów i drzewek, to z koszeniem nie byłoby tak źle. Nie byłoby takiej zabawy. Już nie mówiąc o tym, gdyby znalazł się dodatkowo jakiś łaskawca do noszenia kosza z trawą i odpalania kosiarki spalinowej, to … ewentualnie :). Jedno jest pewne: dzisiejszy dzień mnie wykończył.

Chcielibyście wypróbować mojej mikstury orzeźwiającej?
Oto potrzebne składniki…

• zielona herbata,
• limonka,
• sok z aronii,
• kilka kostek lodu,
• woda mineralna.

Oczywiście najpierw należy zaparzyć herbatę. Do wysokiej szklanki nalewamy do połowy ostudzoną herbatę, a resztę dopełniamy wodą mineralną. Następnie dodajemy trochę soku z aronii (3 łyżeczki), dwa/trzy plasterki limonki i kilka kostek lodu.

A Wy czym gasicie pragnienie w tak ciepłe dni?

Krem marchwiowo – brokułowy

Podczas długiego weekendu majowego byłam u mojego J., a tam w zakamarkach kuchni przyrządziłam swój pierwszy krem na bazie marchewki i brokułów. Może brzmi banalnie, ale przepis, który wymyśliłam okazał się receptą na zdrowy, a przede wszystkim smaczny posiłek. Co prawda przyprawy, których użyłam powodują, że zupa znacznie lepiej będzie spisywać się w dniach znacznie chłodniejszych, ponieważ dzięki imbirowi oraz pieprzu cayenne (chilli) krem idealnie rozgrzewa.

Żeby przygotować krem marchwiowo-brokułowy, potrzebujemy:

  • 2 pałki z kurczaka,
  • 5/6 marchewek,
  • brokuły,
  • mały seler (korzeń),
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne (chilli),
  • 1/2 łyżeczki imbiru,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 4 liście laurowe,
  • 4 ziarenka ziela angielskiego,
  • 1/2 szklanki pestek dyni,
  • 2 kromki chleba na grzanki.

Najpierw nastawiamy wywar: wkładamy mięso do garnka i zalewamy wodą. Do momentu zagotowania zbieramy tzw. „szumowiny”. Kolejno solimy wodę i dodajemy obraną marchewkę, seler, liść laurowy oraz ziele angielskie. Gdy marchewka zacznie robić się miękka dodajemy brokuły. Całość gotujemy do momentu, aż warzywa będą miękkie. Przekładamy miękkie warzywa do miski i odstawiamy do wystygnięcia, żeby ostrza blendera się nie stępiły. Następnie wyjmujemy z wywaru mięso wraz z zielem angielskim i liściem laurowym, i stopniowo dodajemy zblendowane warzywa. Całość doprawiamy imbirem i pieprzem cayenne. Zarówno pestki dyni, jak i pokrojony w kostkę chleb prażymy na suchej patelni przez około 3-5 minut.

I krem gotowy! Przed podaniem posypujemy grzankami i pestkami dyni.
Smacznego!

A Wy lubicie gotować nowe potrawy?

Pomajówkowy misz-masz

To był kulinarny tydzień. I choć czas biegł nieubłaganie szybko, znalazłam chwilę na to, aby choć trochę pogotować i upichcić coś smacznego dla mojego J. W między czasie wyskoczyliśmy nad morze, gdzie „przewiało” mnie tak, że kuruję się do tej pory, znalazł się czas na długie rozmowy, spacery oraz oglądanie Dr House’a. I tym oto sposobem była to udana majówka (pomimo choroby), bowiem w końcu spędziliśmy ze sobą odpowiednią ilość czasu, aby nacieszyć się sobą, na spokojnie porozmawiać i spędzić ze sobą więcej chwil, aniżeli podczas moich zjazdów uczelnianych.

To, co tworzyłam w przeciągu kilku ostatnich dni w „mojej przyszłej kuchni” spowodowało, że w chwili obecnej mam ochotę na eksperymentowanie w kuchni. Zrobiłam swój pierwszy krem marchwiowo-brokułowy, cykoriowe łódeczki z różnymi nadzieniami, sałatkę brokułową i najprostszą pod słońcem sałatę z smażonym kurczakiem i mozzarellą.

A teraz powrót do rzeczywistości, i choć ciężko będzie to trzeba to wszystko ogarnąć. Ten tydzień będzie intensywny, weekend znowu uczelniany, a w piątek ma się rozwiązać sprawa, która wywołuje u mnie problemy ze snem.

Udanego tygodnia!

W skrócie… i kulinarnie: makaron ze szpinakiem

Wróciłam już do domu: te dni spędzone u J. przepełnione były błogim lenistwem… to znaczy jeden dzień: bo wcześniej była nauka do egzaminu, potem egzamin (zdany na cztery), i w końcu szkolenie. Niedzielna podróż środkami komunikacyjnymi urozmaicona została dzięki polskim pseudokibicom (mam nadzieję, że na nich więcej nie trafię), ale ogólnie weekend zaliczam do zupełnie udanych. A wczoraj? Co tu dużo pisać: po prostu zrobiliśmy sobie z J. maraton serialowy.

Jestem zadowolona, bo udało mi się już posprzątać i wymyć podłogi w całym domu; jeszcze trochę i pranie będzie wyprane, tylko pozostało mi ogarnięcie swoich, czterech kątów po prawie tygodniowym uczeniu się. Później przyjdzie córka mojego kuzyna i w końcu wezmę się za napisanie pracy zaliczeniowej.

Ale to nie wszystko: w piątek, w kuchni mojego J. udało mi się ugotować bardzo dobry makaron ze szpinakiem i fetą. I choć dopiero drugi raz robiłam to danie (niezwykle proste i szybkie) – to wyszło ono bardzo smaczne.

Makaron ze szpinakiem
2 szklanki makaronu
1/2 op. mrożonego szpinaku
1/2 serka feta
1 op. jogurtu greckiego
3 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie: Na patelnię wlewamy łyżkę oliwy i dodajemy wyciśnięty przez praskę czosnek (należy to robić na małym ogniu, gdyż czosnek lubi się przypalać). Następnie dodajemy kulki szpinaku (ok. 1/2 opakowania) i często mieszamy. Gdy szpinak zacznie się rozmrażać dodajemy 2 łyżki wody. Gdy szpinak się rozmrozi, doprawiamy i dusimy przez około 5 minut; w międzyczasie gotujemy makaron al dente. Następnie dodajemy fetę pokrojoną w kostkę oraz jogurt grecki – wszystko razem mieszamy i dusimy przez kolejne 5 minut. Ugotowany makaron wsypujemy na patelnię i wszystko razem mieszamy.

Pierś kurczaka w bazylii

Dzisiejszy wpis będzie inny niż pozostałe, będzie kulinarny. W zależności od humoru i nastroju – czasami bywają w moim życiu takie chwile kiedy z przyjemnością idę do kuchni coś upichcić. W związku z tym, że ostatniej niedzieli nie musiałam jechać na uczelnię, to zrobiłam coś, co bardzo lubię… Zrobiłam pierś kurczaka w bazylii, oczywiście smak byłby o niebo lepszy gdybym miała do dyspozycji świeżą bazylię, ale trzeba było zadowolić się tym, co miałam pod ręką…

• 1/2 piersi drobiowej
• szczypta soli
• pieprz
• bazylia

Pierś z kurczaka pokroiłam, i doprawiłam wg własnych upodobań. Z jednej strony obsypałam solą i pieprzem, a z drugiej strony solą i bazylią. Wszystko delikatnie obsmażyłam na łyżce oliwy z oliwek. Na koniec obsypałam obficie koperkiem: było smacznie i zdrowo…