Analitycznie (5)

Pomimo tego, że wiele się ostatnio działo i nie były to sprawy wywołujące uśmiech na mojej twarzy – to dziś się uśmiechnęłam (świadomie). I jest mi z tym bardzo dobrze.

…, bo czy jest lepszy sposób na smutki niż dzień spędzony ze swoim mężczyzną? Na rozmowach ważnych, i mniej ważnych dotyczących wspólnej przyszłości, i nie tylko? Żadne mrożone jogurty, zakupy i pyszne czekoladki nie przyniosły mi tyle radości jak dzisiejszy dzień: przepełniony przytulaniem, rozmowami o „naszym domku” i tym co będzie.

I tak sobie myślę, że jestem szczęściarą, że spotkałam w swoim życiu, kogoś takiego jak mój J. (…), bo On jest już tylko mój. Na zawsze. Tylko jeszcze o tym nie wie. :)

Offline

Dzisiaj mam taki dzień, że najchętniej to wyjęłabym butelkę wina, zapaliła papierosa i zaczytała się w literkach Wiśniewskiego. A wszystko po to, aby móc przez chwilę nie myśleć o słowach, które ciągle są w mojej głowie. Jest mi dziś cholernie smutno, i bardzo źle. Tak źle, że gdybym tylko mogła to weszłabym w tryb offline i omijała ludzi dalekim łukiem. Nie codziennie człowiek dowiaduje się, że nie będzie mógł nosić pod sercem żadnego maleństwa – gdyby ktokolwiek wiedział, jak świadomość tego wszystkiego boli.

Bardzo lubiłam swojego lekarza: za wiedzę, za doświadczenie… a teraz? Teraz mam do niego żal, że nie przekazał mi tej wiadomości w inny sposób.

Analitycznie (4)

Wczoraj zaczęłam pisać nowy post: pełen optymizmu, nadziei na przyszłość, napełniony po brzegi wewnętrznym ciepłem i harmonią, której potrzebuję, aby normalnie funkcjonować. A dzisiaj? Dziś po prostu mam gorszy dzień. Jeden z tych, w których najchętniej ukryłabym się przed całym światem pod ciepłym kocem, z kubkiem smacznej, aromatycznej herbaty i kartonikiem chusteczek. Ale nie ma takiej możliwości, aby móc wprowadzić się w tryb offline tak jak w Internecie i za jednym kliknięciem wylogować się z życia. Codzienność jest inna: trzeba założyć uśmiech nr 36 i udawać, że jest się zadowolonym z życia i wszystko układa się po Twojej myśli.

Dziś był taki dzień, który najchętniej spędziłabym w błękitnej piżamie, bamboszach, pod ciepłym zielonym kocykiem, z pyszną malinową herbatą, i ze swoimi myślami. Sam na sam. Bez makijażu i sztucznego uśmiechu przyklejonego do twarzy, bez kłamstw rzucanych na prawo, i lewo, że wszystko jest cudne, super, och i ach. Gdyby nie było dzisiaj święta pewnie wymigałabym się od rodzinnego spotkania studiami, zjazdem, czy czymkolwiek, ale niestety tak nie było. Kłamałam. Na prawo. Na lewo. I wprost.

A teraz? Pozapalałam sobie świeczki, włączyłam muzykę (klik) i pijąc herbatę – analizuję. Znowu! Nie lubię tego niepokoju, dysharmonii oraz niepewności. Ale trzeba żyć dalej (…)

Pierś kurczaka w bazylii

Dzisiejszy wpis będzie inny niż pozostałe, będzie kulinarny. W zależności od humoru i nastroju – czasami bywają w moim życiu takie chwile kiedy z przyjemnością idę do kuchni coś upichcić. W związku z tym, że ostatniej niedzieli nie musiałam jechać na uczelnię, to zrobiłam coś, co bardzo lubię… Zrobiłam pierś kurczaka w bazylii, oczywiście smak byłby o niebo lepszy gdybym miała do dyspozycji świeżą bazylię, ale trzeba było zadowolić się tym, co miałam pod ręką…

• 1/2 piersi drobiowej
• szczypta soli
• pieprz
• bazylia

Pierś z kurczaka pokroiłam, i doprawiłam wg własnych upodobań. Z jednej strony obsypałam solą i pieprzem, a z drugiej strony solą i bazylią. Wszystko delikatnie obsmażyłam na łyżce oliwy z oliwek. Na koniec obsypałam obficie koperkiem: było smacznie i zdrowo…