Analitycznie, i nie tylko

Wróciłam do domu po kilku dniowej nieobecności spowodowanej zajęciami na studiach i chęcią spędzenia kilku chwil z moim Osobistym Mężczyzną. Bardzo lubię ten czas, kiedy spokojnie możemy pójść na spacer, spędzić leniwie popołudnie rozmawiając o sprawach ważnych i mniej ważnych, porozwiązywać krzyżówki, a nawet zwyczajnie pomilczeć. I choć wspólnych chwil jest bardzo mało, nie tyle ile byśmy chcieli, to każdy spędzony wspólnie dzień jest dla nas tak ważny. Wtedy wszystko jest inne, i herbata smakuje inaczej, i kakao robione późnym wieczorem bardziej rozgrzewa niż zazwyczaj.

Jednakże najprzyjemniejsze mimo wszystko są rozmowy o Naszej przyszłości, i choć temat dla niektórych błahy, dla mnie jest bardzo ważny oraz istotny. Nawet jeżeli człowiek obawia się jakiś zmian w swoim życiu, i nigdy nie ma całkowitej pewności odnośnie tego, co będzie za kilka lat (nie chodzi oczywiście o brak pewności związany z tym, czy się chce spędzić z daną osobą resztę życia).

Siedzę i popijając herbatę z malinami i kardamonem słucham Hanny Banaszak; i myślę. Rozmyślam o swoim Osobistym. O Naszym związku trwającym prawie dwa lata. I choć tak naprawdę w odniesieniu to całego życia, dwa lata to zaledwie kilka ziarenek piasku, mam wrażenie jakbyśmy byli ze sobą znacznie dłużej. Lubię ten stan kiedy myślę o Nas i o Naszej przyszłości, czuję się wtedy dobrze ze swoimi myślami. Wiadomo jak to w związku pomiędzy dwojgiem ludzi – bywa różnie: są chwile dobre, i te nieco gorsze, ale po prostu trzeba je jakoś przetrwać. Kiedyś, kilka ładnych lat temu na pierwszych, a nawet chyba i na drugich studiach często rozmawialiśmy o przeznaczeniu, i choć wtedy wydawało mi się, że coś takiego nie istnieje, to dziś jestem innego zdania. Być może dla jednych może to brzmieć trywialnie, ale każdy ma prawo do swojego zdania. A gdy tak sobie myślę o tym wszystkim, co działo się wcześniej, to dochodzę do wniosku, że tak widocznie musiało być; że pewne rzeczy musiały się wydarzyć, abym mogła być szczęśliwa na swój własny, indywidualny sposób.

Jest jeszcze coś o czym ostatnimi czasy często myślę. Kilka tygodni temu Mój Mężczyzna zaprowadził mnie na pewną piękną, magiczną działkę z cudnym sadem. I gdy wtedy, wczesnym wieczorem zobaczyłam te wszystkie jabłonie i czułam zapach zbliżającej się jesieni – wpadłam po same uszy. Jeżeli jest to w jakikolwiek możliwe i można zakochać się w kawałku ziemi – to się zakochałam na zabój.

H. Banaszak „W moim magicznym domu”

Home

Po uczelnianej sobocie i ciągle zalegającym egzaminie (w końcu zdanym!) pojechałam do brata i bratowej, aby móc się zająć moim przyszłym chrześniakiem. Mały jest tak słodki, że najzwyczajniej w świecie brakuje słów, i choć spędziłam z nim przez ostatnie dwa dni bardzo dużo czasu, to chyba najprzyjemniejsze chwile miały miejsce dzisiaj. Gdy tylko go nakarmiłam, przytulał się do mojego ramienia i zasypiał. Po prostu słodziak i te malutkie rączki…

Jednakże największą zagwozdką dzisiejszego dnia jest to, co Mój Mężczyzna chce mi dać na Naszą Rocznicę… Jako słowa powiązane w jakikolwiek sposób podał mi: przyszłość z przeszłością oraz mądrość. Co to może być, nie mam zielonego pojęcia. Wiem jedno: będzie to niespodzianka. A gdy widzę jak On bardzo się stara, żebym była zadowolona z niniejszego prezentu, to aż miło mi się robi na sercu…

I masz Babo placek !

I co tu napisać? Wiedziałam, że wybieranie się do lekarza na minutę przed egzaminem nie jest dobrym rozwiązaniem. A jednak – wybrałam się: i po co? na co mi to było? Teraz zamiast siedzieć i się uczyć rozmyślam o kolejnych lekarskich „nowinkach” i cudownych pomysłach na leczenie. Znowu dostałam receptę na kolejne hormony, i ponownie mam czekać. Tylko na co? Czasami mam wrażenie, że czekam na cud… bo przecież jak to powiedział Doktor Nadzwyczajny Medycyny (Dr n. med): Starać się można, ale co z tego wyjdzie? Nikt  nie wie… Połowa kobiet z PCOS donosi ciążę i rodzi bez powikłań. Również połowa kobiet z niedoczynnością tarczycy zostaje matkami. Biorąc pod uwagę, że Pani ma do czynienia zarówno z jednym, jak i drugim, do tego jeszcze Pani wiek nie pozostaje nic innego jak złapać się tych kilku procentów i wierzyć, że się uda. Także według Pana Doktora, suma summarum, jestem za stara.

Staram się: nadal wierzyć i mieć choć małą iskierkę nadziei na to, że kiedyś w przyszłości będę mogła pod sercem nosić Moje Dziecko. Moje i J. I obojętne jest mi w chwili obecnej, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka – po prostu chciałabym być Mamą.

Transportowanie

Blog został „przetrasportowany” z Onetu – i co ? I jedno wielkie nic; wszystko chodzi tak jakby chciało, a nie mogło. Strony ładują się tak długo, że zastanawiam się, czy oby na pewno jest lepiej – aniżeli wcześniej. Nie wiem. Zobaczymy. Jednakże jedno jest pewne. Otóż do szewskiej pasji doprowadza mnie szukanie tego wszystkiego, i zrobienie tego wszystkiego tak, aby było… Ładnie, czysto i przejrzyście. Zobaczymy co z tego wyjdzie…

Wróciłam dzisiaj do domu – i tak jakoś nie mogę się ogarnąć ze wszystkim: zbyt wiele rzeczy do zrobienia „na już”, a przede mną jeszcze tyle spraw do zrobienia „na wczoraj”. Najgorszy z tego wszystkiego jest chyba ten ciążący egzamin… Chciałabym mieć go już za sobą…

Prywatnie

Jestem dzisiaj szczęśliwa. I to bardzo. Wizytę u endokrynologa zaliczam do tych udanych: dobre wyniki i całkiem dobre rezultaty nowego leczenia powodują, że mam siłę. Ciąg dalszy wdrażania zmian w moim codziennym życiu nadal obowiązuje; mam zamiar go stopniowo modyfikować względem własnych potrzeb i wprowadzać w swoją codzienność.
Październik, ogólnie rzecz biorąc jest ‚miesiącem lekarzy’ – jakkolwiek to brzmi. Wizyta goni wizytę, a wszystko po to, aby zwyczajnie być zdrową i najszczęśliwszą kobietą na świecie. Ponadto endokrynolog polecił mi również (przy czym wypisał receptę) witaminę D3 – ponoć przyjmowanie jej ma dobry wpływ na ludzki organizm, zdrowie i samopoczucie. Prawdopodobnie ogarnę temat w internecie – i pomyślę.
A teraz?
Szybkie sprzątanie, aby móc ze spokojem przysiąść przy kubku ciepłej herbaty z malinami.

Ta dam ! ;-)

Jestem !

Po wielu próbach usiłowania „włamania” się na własnego bloga. Heh… Zapomniałam adres poczty elektronicznej, zapomniałam hasło – ale jakimś cudem (!) udało mi się przypomnieć.

A więc jestem. Po kilku miesiącach milczenia i nie dawania znaku życia. Tłumaczyć się nie będę, bo (…) co tu dużo mówić? Jest jak jest – i nic tego nie zmieni. Nadal żyję. Miewam się dobrze. I ciągle szukam pracy. Po spędzeniu dwóch, nieuroczych miesięcy w Uroczysku straciłam jakiekolwiek sentymenty do tego miejsca (bądź też istnieje opcja, że to miejsce się zmieniło – niekorzystnie!; bądź ja się zmieniłam). Jedno jest pewne, w mojej głowie na zawsze pozostanie widok Uroczyska sprzed kilku ładnych lat: padoki, konie, cudna mgła, szum morza i zapach nocy. Tak! Noc potrafi mieć niepowtarzalny zapach sosen, piasku i morza.

Hm… Co by tu jeszcze wyklikać?

Szykują się zmiany w moim życiu, i to dosyć spore. Szukanie pracy w poniekąd obcym dla mnie mieście, poszukiwanie jakiegoś pokoiku do wynajmu na sam początek. Myślę, że wiele to zmieni w mojej sytuacji – czas pokaże tak naprawdę… Tymczasowo przeglądam ogłoszenia o pracę i uczę się do egzaminów. Ponadto dostałam się na specjalizacje, na których mi zależało; i czas dalej leci. Nadal kocham, i jestem kochana…