Uroczyskowo i sennie

Jest 4:38, a ja siedzę w Uroczyskowej Recepcji i z utęsknieniem czekam na godzinę siódmą, aby móc w końcu wtulić się swojego jaśka i ze spokojem zasnąć. Po raz pierwszy od wielu lat – nawet nie jestem w stanie powiedzieć od ilu – odbębniam nockę. Już nie mówię (piszę) o tym, że najzwyczajniej w świecie się odzwyczaiłam, a poza tym to… no cóż… to już nie te lata :-) i organizm też nie jest już tak wytrzymały jak wcześniej – a może to tylko kwestia przyzwyczajenia?

Myślę o ramionach mojego Osobistego Mężczyzny, które mogłyby mnie teraz przytulać tak długo, aż lżej by mi się zrobiło na sercu…
…, bo czasami do szczęścia nie  wiele potrzeba!
Poza tym cóż… nie było mnie tu długo… Za dwa tygodnie ślub mojego młodszego starszego brata, na którym będę świadkiem… Pominąć nie mogę również tego, że bardzo się stresuję tym dniem, bo chciałabym, aby wszystko było w porządku i szło według planu… A jak będzie – to czas pokażę…
Tymczasem zmykam.
Kiedy będę ponownie?
Tego jeszcze nie wiem :-)