Przeklęte choróbska

Zbudowała wokół siebie kolejny mur.
I tyle, bo co tu dalej pisać ?

Jako przyszły psycholog wiedziała, że człowiek musi przegadać „dany temat” z kimkolwiek tyle razy, aż odczuje wewnętrzną ulgę. A ona nie potrafiła już rozmawiać o swoich chorobach, tłamsiła to wszystko w sobie.

Bała się…

Bała się kolejnej wizyty u lekarza. Kolejnych badań i kolejnych, mniej lub bardziej trafionych diagnoz. I w ten oto sposób tworzyła listę gabinetów, które powinna odwiedzić… Endokrynolog, ginekolog, lekarz POZ, w międzyczasie badania krwi, usg, rtg, i wiszący nad nią, niczym jakaś czarna mgła rezonans. Zresztą co tu dużo mówić, swojemu „endo”, wierzyła bardziej, aniżeli swojej wieloletniej lekarce pierwszego kontaktu.

Było jej ciężko, nie miała siły na to, aby móc rozmawiać o tym z kimkolwiek: o swoich wątpliwościach, o tym czego się bała, skutkach tego wszystkiego. Za każdym razem, gdy zbierała się ostatnimi czasy na to, aby porozmawiać o tym wszystkim ze swoim J., ale jakoś wszystko kończyło się na chęciach…

Ostatnio źle sypia. Martwi i zadręcza się tym wszystkim…

Nieodpowiedzialni rodzice

Nic nie irytuje mnie tak, jak głupota innych ludzi. Osób z pozoru dorosłych. Najgorszą rzeczą jednak jest to, że takie osoby miewają dzieci. Po co przedszkolakowi i drugoklasistce komórki na abonament za 50 złotych? Nie wiem, i odpowiedzi zapewne nie uzyskam. Moim skromnym zdaniem, zarówno ten chłopiec, jak i dziewczynka powinny „wystukać” taki rachunek, aby dać rodzicom nauczkę. Chociaż, czy to by ich cokolwiek nauczyło? Wątpię! Ale najlepiej kupić jeszcze tej drugoklasistce laptopa z blueconnetem, czy jeszcze innym bezprzewodowym gównem – by w przeciągu następnych kilku tygodni użalać się nad tym jaka ona jest nieposłuszna, bo nie słucha i pyskuje rodzicom.

Codzienne życie takiej rodziny jest również w opłakanym stanie. Na obiad ciągle serwowane pizze, frytki i parówki – na przemian, dla urozmaicenia diety dzieci. A potem wielkie zdziwienie, że dziecko ląduje w szpitalu z silną anemią. Ale czy chodzi tylko o sposób żywienia dzieci? Oczywiście, że nie. Pomimo tego, że matka tychże dzieci jest nałogową pedantką i lata na odkurzaczu, ze szmatami i innymi wynalazkami do sprzątania przez cały dzień, to nie potrafi zadbać o higienę osobistą swojego potomstwa. Częstotliwość mycia dzieci, pomimo wielu tłumaczeń nadal wynosi dwa razy na siedem dni. Mycie zębów? A po co? Skoro dzieci nie chcą, to po co zmuszać ich do czegokolwiek. Śniadania, kolacje – najlepiej suche płatki, albo z zimnym mlekiem (bo, po co podgrzewać?), a że któreś dziecko przeziębi sobie żołądek? Trochę popłacze, i minie – ot, co. W codzienne przekąski, w których rzekomo powinny być wliczone zarówno warzywa i owoce zastępowane są dużymi paczkami czipsów dla każdego dziecka.

A czas wolny? Który z reguły każdy rodzic stara się spędzić ze swoimi pociechami, wypełniony jest bajkami na Cartoon Network, Play Station – i innym badziewiem, między innymi komputerem w przerwach, gdy rodzice nie siedzą na naszej klasie dodając komentarze do zdjęć znajomych.

Wiem jedno: niektóre małżeństwa nie powinny mieć dzieci. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, bo nie potrafią ich wychować. Przykre jednak jest to, że obecnie jest wiele rodzin, które mają problemy z poczęciem potomstwa z różnych powodów; a takim jak zostali opisani powyżej trafia się gromadka.

I to jest właśnie to: w przypadku opisanym powyżej najbardziej jest mi żal dzieci, bo to one są najbardziej krzywdzone w tym wszystkim. Ale widocznie tak już musi być… Jedni rodzice czytają swoim dzieciom bajki na dobranoc, śpiewają kołysanki – a inni: włączają radio dla świętego spokoju.

Choć sama nie mam jeszcze dzieci, i nie wiem jaką będę matką, to mam pełną świadomość tego, jak nie będę postępować…

Smutek

Było jej smutno.
Cholernie smutno.

Nie lubiła smutku i tej melancholii w swoim głosie.
Wiedziała, że są dwa wyjścia: albo lampka wina i literki Wiśniewskiego,
albo po prostu spróbować zapomnieć… Entliczek, pętliczek, „zielony stoliczek”…
Na kogo wypadnie na tego – bęc ! I tak w nieskończoność…

Miała gorszy dzień? Oj tak!
Było tylko jedno wyjście: fryzjer!

Powroty

Wiedziała, że czas spędzony w Uroczysku kiedyś dobiegnie końca – i tak się stało. Ostatniego dnia sierpnia, siedząc na skraju swojego kempingowego łóżka usłyszała głośne pukanie do drzwi recepcji. I gdy ujrzała znajomą sylwetkę przez prześwitującą zasłonę, krzyknęła tylko „Kuba!” i wybiegła niczym z procy, by móc mocno wtulić się jego ramiona. W końcu po dwóch miesiącach mogła się do niego mocno przytulić – czas wtedy dla niej stanął w miejscu i już nic nie było ważne, bo była w końcu z nim. Wtedy już wiedziała, że spakują jej wszystkie torby do bagażnika, podjadą pod hotel, gdzie zda wszystkie klucze i rozliczenia, a potem odjedzie tą samą drogą, którą przyjechała na samym początku lipca. 

Była w końcu szczęśliwa i wiedziała, że w końcu będzie mogła spędzić czas z tymi, którzy są dla niej najważniejsi.

Niczym na skrzydłach wróciła do domu przywitała się z mamą i braćmi, za którymi bardzo się stęskniła. A wczesnym wieczorem … przy gołąbkach swojej mamy cieszyła się, że może mieć w jednym miejscu wszystkich, których kocha.

Dziś z perspektywy czasu i kilku dni spędzonych w rodzinnym domu wiedziała, że ten czas kiedy nie była razem ze swoim Kubą, na pewien sposób zbliżył ich jeszcze bardziej do siebie. I pomimo tego, że przez te dwa miesiące po raz pierwszy doszło do jakiś sprzeczek i drobnych kłótni, to kochała go jeszcze bardziej niż wcześniej. Była pewna tego co do niego czuje, i wiedziała, że nie wyobraża sobie życia u boku kogoś innego…

Czasami lubiła wracać myślami do samych początków ich znajomości; i za każdym razem zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby nie Internet i pierwsza wiadomość napisana przez Kubę, nie byliby teraz razem. A tak była ( i jest ) najszczęśliwszą kobietą na świecie…