Wielki Piątek (…)

Dwa lata temu w Wielki Piątek, 13-go kwietnia okazał się dla mnie szczęśliwym dniem; i tak samo chciałabym, aby było w tym roku. Aby Wielki Piątek okazał się dniem wyjątkowym. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta: jutro, pomiędzy godziną 9:00, a 10:00 mam rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy na stanowisku specjalisty ds. administracyjno – organizacyjnych.

Trzymajcie kciuki – tak mocno !

Wiosenno-świąteczne porządki.

Już drugi dzień z rzędu ganiam ze szmatkami, płynem do mycia okien i innymi cudnymi produktami, które to mogłyby mi na jakiś sposób ułatwić wiosenno – świąteczne porządki. Małymi krokami zmierzam do przodu, pięterko już prawie lśni: jeszcze tylko podłogi przemyć i wypastować panele, aby ładnie wyglądały. A potem? Biorę się za mycie kolejnych okien… Wiem, że dziś nie uporam się ze wszystkim, ale w końcu jeszcze jest „środek tygodnia”, aby powalczyć z oknami w piwnicy itd.

Porządki wiosenno – świąteczne objęły również mojego laptopa ( a jak !). I mówiąc szczerze, nie pamiętam kiedy to ostatnio pulpit był praktycznie pusty, a pliki były poukładane w odpowiednich folderach. Jedno jest pewne… jeżeli będę konsekwentna w zapisywaniu od razu ( ! ) plików do odpowiednich folderów to porządek się utrzyma.

Poza tym, cóż… Pracy nadal szukam, i CV rozsyłam, gdzie tylko mogę. Pojawiają się również momentami myśli, które sugerują, aby otworzyć coś swojego, własnego; by być na własnym rozrachunku – tylko tu też pojawia się problem, a raczej brak pomysłu, koncepcji.

Poza tym, co tu dużo pisać ?

Tęsknię za moim J.

A reszta jakoś się kręci: raz lepiej, a raz gorzej.

 

 

Analitycznie (2)

Ostatnio wiele rozmyślam i analizuję, rozkładać niektóre myśli na czynniki pierwsze – innymi słowy, wracam do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy to … no właśnie? Kiedy, co? Kiedy myślałam, że mój świat się zawalił… Otwierając nowe drzwi, miałam cichą nadzieję, że tym samym łatwiej będzie mi się odciąć od tego, co było kiedyś – ale niestety, tak nie jest. 

Zresztą, co tu dużo mówić – rzadko bywa dokładnie tak, jakbyśmy chcieli.

Rozmyślam: o tym, i o tamtym.
Myślę o swoim życiu: o tym, co było… co jest… i co mnie jeszcze czeka.
Zastanawiam się nad tym: co do tej pory osiągnęłam – i co?

I nic (…)

08.04.2011

Byłam w znienawidzonym przed kilkoma laty PUP’ie: i zrobiłam to, co zrobić należało kilka miesięcy temu: zarejestrowałam się. I tym oto sposobem jest „pełną gębą” bezrobotną bez prawa do zasiłku. Zdziwienie Pani rejestrującej było nieziemskie…

- Pani posiada uprawnienia do nauczania etyki ?!
- Tak, posiadam.
- A Dyrektorzy w całym mieście trąbią, że nie ma etyków…
- Nie wiem jak to jest; ale do praktycznie wszystkich szkół średnich poskładałam dokumenty i praktycznie wszyscy milczą…
- To nic… Zobaczymy, spróbujemy zadziałać tu i tam… I będziemy czekać…
- Powiem Pani jedną rzecz od kilku ładnych miesięcy szukam pracy; i jak na razie cisza… Ale n pozostaje mi nic innego jak cierpliwie składać aplikacje i czekać…
- Niestety tak to wygląda…

Po chwili jednak dodałam jeszcze jedno zdanie:

- Obecnie wszystko wygląda w ten sposób, że trzeba mieć nie wiadomo jakie znajomości i plecy, aby dostać pracę… i się w niej utrzymać.

Co prawda kobieta spojrzała na mnie zmieszanym wzrokiem, ale taka jest prawda: „ręka, rękę myje” – i tyle ! Ot, co!

Co wieczór zadręczam się tym bezrobociem: myślę o tym, że jeszcze trochę i stypendium z uczelni się skończy i co będzie potem ?! Nie wiem… A pokładać nadzieje, że Urząd Pracy naprawdę zadziała – nie ma sensu! Zresztą nie na próżno istnieje powiedzenie: „umiesz liczyć, licz na siebie!” (…)

A nocami – cóż… Chowam  twarz w poduszkę i gdy nie myślę o bezrobociu i problemach ze znalezieniem pracy to myślę o moim J. – że nie mogę z Nim być tak często jakbym chciała …, że nie mogę podczas tych bezsennych nocy przytulić się do Niego – i po prostu zasnąć.

(…)

Czasami nawet śnię – tak jak dzisiaj – o tym, że mnie przytula do siebie… i łaskocze po plecach; bo nic innego nie działa na mnie tak uspokajająco jak Jego ramiona.

 

Szczęśliwa !

Odespałam w końcu wczorajszy dzień, i te pozarywane noce, z którymi ostatnio miałam do czynienia; nie tylko ze względu na egzamin, który zdawałam w dniu wczorajszym, ale również z powodu bezsenności, która powróciła na nowo – jedno jest pewne: za dużo tego wszystkiego. A najgorsze są chyba problemy ze znalezieniem pracy – niestety.

Pomimo tych wszystkich problemów i trosk, które na pewien sposób są na stałe wpisane w ludzką codzienność: jestem szczęśliwa. Tak jak wspominałam wyżej, zdałam wczoraj ostatni egzamin, mało tego: zaległy z ubiegłego roku z wiadomych przyczyn – i zdałam go na 5, więc jestem z siebie bardzo dumna, jakby nie było.

Poza tym, co tu dużo mówić… wczoraj minęły trzy miesiące odkąd w moim życiu pojawił się Ktoś bardzo wyjątkowy – Mój J., dzięki któremu, wszystko wydaje się łatwiejsze. Wiem, że jestem silna i pewnie dałabym sobie radę z wieloma sprawami, ale gdy mam taką świadomość, że On jest obok mnie, i niezależnie co, by się działo, będzie mnie wspierał – to jest mi łatwiej. Psychicznie łatwiej. Zresztą co, tu dużo mówić: po pierwszy otwieram się przed drugim człowiekiem z takim zaufaniem.

Wczorajszy dzień był udany.
Bardzo udany.

Był spacer na molo, gorąca czekolada i piękne czerwono-żółte tulipany.

A dziś ? Słucham Ani Dąbrowskiej, sprzątam, prasuję i gotuję obiad.