Refleksyjnie

Rzekomo zamknęłam to, co było kiedyś na przysłowiowe „cztery spusty”, ale bywają takie momenty, że czasami myślami wracam do tego, co było kiedyś. Czy to dobrze? Raczej nie… Jakoś tak zwyczajnie nie potrafię się całkowicie odciąć od tego wszystkiego. Lada dzień ósmy marca, i minie rok od wydarzeń, które tak diametralnie zmieniły mnie przez ostatni rok; i choć tak naprawdę życie nigdy mnie nie oszczędzało, i nie było takiego momentu, aby „nic” się nie działo – to jednak ten rok zmienił mnie najbardziej. Dlaczego?

Pozbyłam się wszelkich złudzeń.

Wiadome jest, że wszelakiego rodzaju problemy i kłopoty na stałe są wpisane w ludzkie życie, i zawsze tak było, jest i będzie – i Nikt tego nie zmieni. Gdy tak sobie myślę o tym, co spotkało mnie na mojej drodze, czasami zastanawiam się nad tym, czy przypadkiem ktoś ze mnie nie drwi – bo ile można znosić niepowodzeń? Faktem jest to, że wszystkie te zdarzenia, zwłaszcza te złe uczą nas – no właśnie, tylko czego? Myślę, że uczą nas na pewien sposób pewnego rodzaju „ogłady” w życiu codziennym; albo inaczej mówiąc w dorosłości.

Czasami jednak mamy do czynienia z takimi zdarzeniami, na które nie mamy żadnego wpływu; a jednak wywierają one dość duży wpływ na nas samych oraz na kształtowanie się tego, kim będziemy itd. – oczywiście w zależności od tego, w jakim etapie życia spotka nas takie wydarzenie.

Dzięki tym wszystkim wydarzeniom: dobrym i złym jestem dziś taką osobą, jaką jestem; z takimi, a nie innymi poglądami i spojrzeniem na świat. Potrafię kochać i nienawidzić – choć wiem, że to drugie nie jest zbyt dobrym „odczuciem – uczuciem”; zwał jak zwał.

Nie jestem idealna: jestem niepowtarzalnym splotem zalet i wad – nie wiem, których więcej. Zresztą co tu dużo mówić – nikt nie jest idealny.

Rozmyślenia

Jestem tak jakby przybita i przygnębiona na swój sposób; nie dość, że coś jest nie tak i ostatnimi czasy nie czuję się zbyt dobrze, to (jak na złość) nie mogę znaleźć pracy, a pieniądze niestety powoli się kończą – o tyle dobrze, że mam jeszcze stypendium.

Jednak w tym wszystkim cieszę się z tego, że mam swojego J., który wspiera mnie w tym wszystkim…, gdyby nie On, to byłoby mi o wiele trudniej. Oczywiście, że dałabym sobie jakoś z tym radę – ale gdy ma się przy sobie tę drugą osobę, jest o wiele łatwiej.

Powróciłam do literek Wiśniewskiego, i czytam tym razem „Bikini” próbując zapomnieć o własnych problemach.

Analitycznie

Pojechałam do miasta, żeby pójść do drukarni, aby wydrukować co nie co i obłożyć w okładkę. Pani, która przyjmowała moje zamówienie, gdy otworzyła plik, zapytała się, co to jest… więc jej w skrócie powiedziałam; a ona mi na to, że różne rzeczy drukowała, ale czegoś takiego jeszcze nie – po chwili dodała jeszcze, że to oryginalny pomysł na prezent. Na odchodne dodała jeszcze, że chyba pokusi się, aby skorzystać  mojego pomysłu.

I teraz tak sobie siedzę, piję ciepłą herbatę i spoglądając
kątem oka na „prezent” zastanawiam się nad tym
- czy oby na pewno będzie trafiony.

Ale  wystarczy tyle na ten temat (…)

Dziś rano, leżąc jeszcze w łóżku doszłam do wniosku, że już nie pamiętam kiedy ostatnio przesypiałam noce z takim spokojem. Wiele znaczy dla mnie to, że nie nawiedzają mnie  po nocach sprawy z przeszłości, i ze spokojem, co noc kładę głowę na poduszce i zasypiam. Czasami nie mogę zasnąć, gdy się zdenerwuję bieżącymi sprawami – ale kto nie ma codziennych problemów, które czasami po nocach zaprzątają nam myśli?

Odpowiedź jest prosta: NIKT.

Jestem ostatnio trochę zmęczona, ale na swój indywidualny sposób szczęśliwa; i to jest właśnie dla mnie ważne… że jakoś w tej swojej codzienności, odnajduję takie elementy, które powodują, że na mojej twarzy pojawia się taki uśmiech „od ucha do ucha”.

O początkach sesyji, i nie tylko.

Gdy dotarłam  do domu przed godziną 18 doszłam do wniosku,
że był to udany dzień, spędzony w … wyjątkowym towarzystwie.
Co prawda, gdzieś tam po drodze był jeden egzamin;
ale to tam drobny szczegół.

A teraz ( ?)
Siedzę i rozmyślam.
O tym i o tamtym.
I nie tylko.

Lecz zamiast bujać w obłokach,
powinnam się wziąć za pisanie pracy.

Więc do pisania ( ?! )

P.s. Myślę, że egzamin będzie zdany.

Po – słowie.

Na poprzednim blogu napisałam ponad 460 postów
o moich rozmyśleniach, i nie tylko. 

Gdy myślę o tamtym okresie swojego życia,
dochodzę do wniosku, że się zmieniłam.
Zmieniło mnie życie, i moja codzienność.

Po prostu dorosłam.

W międzyczasie gubiłam się i chodziłam
takimi ścieżkami, którymi chodzić nie powinnam.
Podejmowałam się mniejszych i większych prób
w „walce” o swój spokój wewnętrzny – i nie tylko.
A teraz po kilku latach mogę powiedzieć,
że małymi krokami osiągam to,
co jest dla mnie istotne.

Nadal borykam się z problemami różnej maści,
podejmując się w międzyczasie próby
zdania kolejnych egzaminów.

Jednak najważniejsze jest to,
że na swój sposób jestem szczęśliwa.